Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 1.

- Możesz się pospieszyć?!
Usłyszałam z dołu krzyk mojej najlepszej, a jednocześnie jedynej przyjaciółki -  Alison.
- Tak, tak, już idę!
Ostatni raz poprawiłam włosy i już schodziłam na dół.
- To co, idziemy?  - zapytałam.
- No, już i tak jesteśmy spóźnione, nie będę pokazywać czyja to wina. - spojrzała na mnie znacząco.
- Oj no przepraszam, to nie moja wina, Marcel chciał, żebym mu pomogła w pracy domowej..
- Dobra nie tłumacz się, chodźmy.
I wyszłyśmy. Moja mama już czekała w aucie, miała nas podwieś. Jechałyśmy to jednego z największych klubu w mieście. Moja pierwsza taka impreza. Kiedy byłam z Jeremym nigdzie nie mogłam wychodzić NIGDZIE. Nie pozwalał mi. Uważał, że są za bardzo niebezpieczne. Jednak ja wiedziałam jaka była prawda - był o mnie zazdrosny, przeraźliwie zazdrosny. Był nawet zazdrosny jak spotykałam się z Alison! Z żadnym chłopakiem w szkole nie mogłam rozmawiać. Tak wiem, to jest chore. Powinnam z tym już dawno skończyć. Beznadziejna sytuacja. Ale na szczęście to już koniec, nikt nie będzie mnie dłużej kontrolował.
Po nie więcej niż 30 minutach dotarłyśmy na miejsce. Wysiadłyśmy i zaczekałyśmy aż moja mama odjedzie. Powiedziałam jej, że potem śpie u Ali i nie skłamałam. Tylko, że nie wiadomo o której wyjdziemy z klubu.
- Jestem taka podekscytowana! - pisnęłam.
Alison to widać rozśmieszyło. Ona już przywykła do klubów i dyskotek, często się na nie wybierała, niestety nie mogłam jej wtedy towarzyszyć.
- Opanuj emocje, zachowujesz się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.
Nie uraziło mnie to, wiem, że nie miała nic złego na myśli.
- Po prostu się cieszę, będzie wspaniale.
- O tak, maleńka. - zmierzwiła mi włosy.
- Mówiłam ci, żebyś tak nie robiła! - zaśmiałam się.
- Nie marudź, chodź. - pociągnęła mnie za sobą.
Bramkarz sprawdził nasze dokumenty, zapłaciłyśmy za wstęp i weszłyśmy. Już tutaj było słychać muzykę, czułam, że coraz bardziej się denerwuje. Nie dziwcie się, nigdy wcześniej nie miałam okazji czegoś takiego przeżyć. Oczywiście już było pełno ludzi, nie dziwne, późno przyjechałyśmy.
- Gdzie teraz? - zapytałam przyjaciółki.
Zaprowadziła nas do szatni, zostawiłyśmy tam rzeczy wzięłam tylko pieniądze i telefon. Potem od razu poszłyśmy do barku. Pewnie uznacie mnie za małolate, która nie umie bawić się bez alkoholu. Otóż nie, potrafię. Jednak jeżeli jest okazja, czemu mam się nie napić? Lubię pić. Lubię ten stan, niczym się nie przejmujesz, robisz co chcesz, masz wyjebane. Odciąga mnie od wszystkich zmartwień.
Zamówiłyśmy po shocie. Po kilku kolejkach zaczynało mi szumieć w uszach. Wypiłyśmy jeszcze 3 kieliszki i ruszyłyśmy na parkiet.
Muzyka była niesamowita, mega głośna. Parkiet duży. Tańczyłyśmy nie zwracając na nic uwagi. Czułam się świetnie. O niczym nie myślałam. Cudownie.
Podbił do mnie jakiś typek. No to zaczęłam z nim tańczyć. Prawdę mówiąc był całkiem przystojny, pomijając fakt, że już mi się troche kręciło w głowie i nie widziałam, aż tak wyraźnie.
Po jakimś czasie zaczął być nieco nachalny. Zaczął mi macać tyłek, nie przeszkadzało mi to za bardzo, nie chciałam wyjść na nie wiadomo kogo. Ale jak zaczął mi wkładać rękę pod koszulkę to to już była przesadza, wzięłam mu te ręce i odeszłam. Nie będę się na niego darła, może za dużo wypił. No więc poszłam do łazienki. Wszystkie ubikacje były zajęte. Otworzyłam jedną, a tam dwie laski klęczały nad kiblem i wymiotowały. Zamknęłam je szybko. Dobrze, że ja tak nie skończyłam. Stałam tam z 5 minut i wyszłam zdenerwowana. Zajrzałam do męskiej ubikacji, nikogo nie było. Więc weszłam. Strasznie mi się chciało siusiu, nie oceniajcie mnie. Weszłam wysikałam się. Dalej nikogo nie było. Wyszłam z kabiny i już miałam wychodzić z łazienki kiedy wpadłam na tego jakże sympatycznego pana, z którym tańczyłam.
- No proszę, zabawiamy się w męskiej ubikacji? - zapytał.
- Nie. Możesz mnie przepuścić?
- Nie, nie mogę. W takim świetle jesteś jeszcze piękniejsza.
Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować po szyi, jego ręce krążyły po moim ciele. Próbowałam się wyrwać.
- Odczep się ode mnie!
Nie dawałam rady go odepchnąć. Zaczęłam go okładać pięściami. Złapał dwa moje nadgarstki w swoją dłoń.
- Bądź spokojna to nie będzie, aż tak boleć.
Próbował mnie wepchnąć do kabiny, a ja próbowałam złapać ramy drzwi nogami.
- Zostaw mnie, powiedziałam!
Krzyknęłam. Wpadłam w lekką histerie, łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Bałam się, nie życzę tego nikomu. Chciałam jeszcze przez jakiś czas zostać dziewicą, szczególnie nie chciałam zostać zgwałcona, zostać rozdziewiczona przez jakiegoś niewyżytego dupka.
- Nie słyszałeś co powiedziała? - odezwał się głos chłopaka, dopiero teraz go dostrzegłam, stał przy wejściu do kabiny.
- Nie wtrącaj się, oszczędź mi większych kłopotów i spływaj stąd. - odwarknął.
- Raczej nie.
Wyciągnął chłopaka z kabiny i zaczął go okładać. Tak, to nie była bójka. Było wiadomo kto wygra. Ten pod nim próbował się bronić, chyba nie był za dobry w walce. Opadłam na kolana, zabrakło mi sił w nogach. Odpłynęłam. Czułam wszystko, jednak nie miałam siły się podnieś. Czułam jak ktoś mnie podnosi, bierze na ręce i wynosi. Usłyszałam głośniejszą muzykę, która potem ucichła. Byliśmy na świeżym powietrzu.

5 komentarzy:

  1. Świetny <3

    http://closertotheedgeblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie się zaczyna :D
    czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny czekam na rozwinięcie ciekawe jak się potoczy :P

    OdpowiedzUsuń