Łączna liczba wyświetleń

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 2.

Widziałam potworne obrazy, myślałam, że umarłam i trafiłam do piekła. Zaczęłam słyszeć głosy, które chwila za chwilą stawały się coraz to głośniejsze. W końcu zdałam sobie sprawę, że te odgłosy dochodzą skądś niedaleko mnie. Starałam się otworzyć oczy, jednak moje powieki były bardzo ciężkie. Zaczęło do mnie docierać co się stało. Otworzyłam oczy, ale od razu tego pożałowałam, gdyż światło słoneczne mnie poraziło. Przez przymknięte powieki badałam teren. Byłam w niewielkim pokoju. Po mojej prawej znajdowało się okno z wyjściem na balkon. Na przeciwko znajdowała się toaletka oraz szafka. Po prawej były drzwi. Kolory pokoju były ciepłe, lekki różowy pomieszany z beżowym. Sama znajdowałam się na wielkim łóżku, bardzo wygodnym. Poruszyłam się nie spokojnie.
- Hej, hej, w końcu się obudziłaś.
Dopiero teraz zobaczyłam chłopaka siedzącego na krzesełku po mojej lewej.
- Co.. ci się stało? Gdzie jestem?
- Nie pamiętasz? U mnie w domu.
- Coś mi świta, u mnie, to znaczy?
- Ah, nie przedstawiłem się, mów mi Zayn.
- Andrea.. Która jest godzina?
Po świetle słońca domyśliłam się, że jest dość późno. Podniosłam się do pozycji siedzącej i złapałam się za głowę, gdyż poczułam silny ból w skroniach.
-  Dochodzi 15.
- To ile ja spałam?! Muszę wracać!
Próbowałam wstać, jednak silna ręka chłopaka mnie przytrzymała.
- Leż spokojnie, nie martw się. Przed chwilą rozmawiałem z twoją mamą, zaraz tu przyjedzie. Ty na razie powinnaś odpoczywać.
- Wystarczająco już odpoczęłam. - odparłam dość szorstko i się podniosłam.
Podeszłam do lusterka. Wyglądałam okropnie. Nie miałam rajstop, ramiączko od sukienki było urwane, a to co miałam na głowie nie dało się nazwać włosami.
- Przyniosłem ci koszulke i spodnie na przebranie. Chyba, że chcesz wracać w takim stanie. Jak chcesz możesz też wziąć prysznic.
Odwróciłam się. Przypomniałam sobie wszystko. Automatycznie do oczu naleciały mi łzy. To się na prawdę stało. O mało co nie zostałam zgwałcona. Zakryłam twarz rękoma. Chłopak podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Dz..dziękuję ci. - wyszlochałam, nie dałam rady nic więcej powiedzieć.
- Cii. Już jest wszystko dobrze. Nic ci się nie stało.
Chwile tak staliśmy. W końcu się odsunęłam. Chłopak podał mi chusteczke, wytarłam twarz, wydmuchałam nos.
- Idź się przebierz, ja będę czekał na dole.
Zayn wyszedł, ja jeszcze chwile patrzałam na siebie w lusterku. Dalej byłam roztrzęsiona, zszokowana..  Włosy spiełam w koka i poszłam wziąć szybki prysznic. Następnie wzięłam ubrania przyniesione przez chłopaka i się przebrałam. Zeszłam na dół. W salonie siedziała już moja mama na mój widok wstała, podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Oh jakie szczęście, że ci nic nie jest! Co ja bym bez ciebie zrobiłam. - zaczęła mnie całować.
- Mamo, już przestań.
- Co przestań? Jak możesz tak mówić? Jak się czujesz, kochanie.
- W porządku.
- Takie szczęście! - jeszcze chwile mnie tuliła, po czym na szczęście wypuściła z uścisku.
Usiadłyśmy przy stoliku. Na stole już leżała herbata dla mnie. Zaczęłam powoli ją pić.
- Kochanie już ci dziękowałam, ale zrobię to jeszcze raz. Bardzo ci dziękuję, gdyby nie ty nie wiem co stałoby się z moją kochaną córeczką. - po tych słowach zaszlochała.
- To nic takiego, na prawdę. Każdy dobry chłopak zrobiłby to samo na moim miejscu.
- Nie bądź taki pewien, ile w tym czasu jest frajerów i tchórzów.
Zrobiłam wielkie oczy. Czy moja mama na prawdę tak powiedziała?
- No co się tak dziwisz, Andi? Taka prawda.
Zachichotałam.
- Nie zgadzasz się ze mną, kochanie?
- Ależ zgadzam, oczywiście.
Spojrzałam na Zayna on na mnie, widać było, że również powstrzymuje się od zaśmiania.
- Mam pomysł! - powiedziała nagle mama - Może jutro przyjdziesz do nas na obiad? Nie przyjmuję odmowy. W ramach podziękowań za twój czyn.
- Już mi pani tyle razy dzię..
- Tak, ale to były tylko słowa. Musisz się zgodzić.
- Ale..
- Nie ma żadnego ale.
- No dobra.
- A więc załatwione, jutro przyjedź o 13!
Po tych słowach zaczęła bazgrać coś w notesiku po czym wyrwała kartkę.
- Trzymaj adres. - i wcisnęła mu go w dłoń. Zayn tylko się uśmiechnął.
Wypiłyśmy herbatę, po czym się pożegnałyśmy i wyszłyśmy. Nie mogłam się doczekać, gdy zobaczę swoje łóżko. Niby tyle spałam, ale czułam się dalej taka zmęczona. Dotarłyśmy do domu, wbiegłam szybko do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Bałam się, że spotkam się z tatą i on też mnie będzie męczył, mówił jak to on się nie martwił i pewnie powiedziałby, że nigdy więcej mnie na żadną taką imprezkę nie puści. Wolałam tego uniknąć.
Już zasypiałam, gdy zadzwonił telefon. Odebrałam, była to Alison.
- Żyjesz? Jak się czujesz? Wszystko dobrze? Powiedz, że nic ci nie jest.
- Nic mi nie jest.
- Umierałam ze strachu, nie wiedziałam co się z tobą dzieję. Jak wysz...
- Ali, proszę, głowa mnie boli, możemy porozmawiać jutro?
- Oh, przepraszam. Nie pomyślałam, jasne, jutro porozmawiamy, przyjde koło 9. Buzi!
- Ok.
Rozłączyłam się, na prawdę nie miałam siły. Zamknęłam powieki i odpłynęłam. Kilkakrotnie się budziłam, nie spałam spokojnie, miałam problemy ze snem. Co chwila miałam jakiś koszmar. Sny były mniej więcej o tym samym, śniło mi się, że ktoś próbował się do mnie dobrać, a ja byłam bezsilna, nie mogłam się poruszyć, nie dałam rady. W końcu krzyczałam i się budziłam cała spocona, z łzami w oczach. Koszmary różniły się jedynie scenerią i ubraniem osób, które próbowały mnie zgwałcić. W żadnym nie widziałam twarzy. W końcu obudziłam się o 6 nad ranem. Byłam mniej więcej wyspana. Nie chciałam dalej spać. Poszłam do łazienki, nalałam wody do wanny, płynu do kąpieli i weszłam do niej z zamiarem odprężenia.

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 1.

- Możesz się pospieszyć?!
Usłyszałam z dołu krzyk mojej najlepszej, a jednocześnie jedynej przyjaciółki -  Alison.
- Tak, tak, już idę!
Ostatni raz poprawiłam włosy i już schodziłam na dół.
- To co, idziemy?  - zapytałam.
- No, już i tak jesteśmy spóźnione, nie będę pokazywać czyja to wina. - spojrzała na mnie znacząco.
- Oj no przepraszam, to nie moja wina, Marcel chciał, żebym mu pomogła w pracy domowej..
- Dobra nie tłumacz się, chodźmy.
I wyszłyśmy. Moja mama już czekała w aucie, miała nas podwieś. Jechałyśmy to jednego z największych klubu w mieście. Moja pierwsza taka impreza. Kiedy byłam z Jeremym nigdzie nie mogłam wychodzić NIGDZIE. Nie pozwalał mi. Uważał, że są za bardzo niebezpieczne. Jednak ja wiedziałam jaka była prawda - był o mnie zazdrosny, przeraźliwie zazdrosny. Był nawet zazdrosny jak spotykałam się z Alison! Z żadnym chłopakiem w szkole nie mogłam rozmawiać. Tak wiem, to jest chore. Powinnam z tym już dawno skończyć. Beznadziejna sytuacja. Ale na szczęście to już koniec, nikt nie będzie mnie dłużej kontrolował.
Po nie więcej niż 30 minutach dotarłyśmy na miejsce. Wysiadłyśmy i zaczekałyśmy aż moja mama odjedzie. Powiedziałam jej, że potem śpie u Ali i nie skłamałam. Tylko, że nie wiadomo o której wyjdziemy z klubu.
- Jestem taka podekscytowana! - pisnęłam.
Alison to widać rozśmieszyło. Ona już przywykła do klubów i dyskotek, często się na nie wybierała, niestety nie mogłam jej wtedy towarzyszyć.
- Opanuj emocje, zachowujesz się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.
Nie uraziło mnie to, wiem, że nie miała nic złego na myśli.
- Po prostu się cieszę, będzie wspaniale.
- O tak, maleńka. - zmierzwiła mi włosy.
- Mówiłam ci, żebyś tak nie robiła! - zaśmiałam się.
- Nie marudź, chodź. - pociągnęła mnie za sobą.
Bramkarz sprawdził nasze dokumenty, zapłaciłyśmy za wstęp i weszłyśmy. Już tutaj było słychać muzykę, czułam, że coraz bardziej się denerwuje. Nie dziwcie się, nigdy wcześniej nie miałam okazji czegoś takiego przeżyć. Oczywiście już było pełno ludzi, nie dziwne, późno przyjechałyśmy.
- Gdzie teraz? - zapytałam przyjaciółki.
Zaprowadziła nas do szatni, zostawiłyśmy tam rzeczy wzięłam tylko pieniądze i telefon. Potem od razu poszłyśmy do barku. Pewnie uznacie mnie za małolate, która nie umie bawić się bez alkoholu. Otóż nie, potrafię. Jednak jeżeli jest okazja, czemu mam się nie napić? Lubię pić. Lubię ten stan, niczym się nie przejmujesz, robisz co chcesz, masz wyjebane. Odciąga mnie od wszystkich zmartwień.
Zamówiłyśmy po shocie. Po kilku kolejkach zaczynało mi szumieć w uszach. Wypiłyśmy jeszcze 3 kieliszki i ruszyłyśmy na parkiet.
Muzyka była niesamowita, mega głośna. Parkiet duży. Tańczyłyśmy nie zwracając na nic uwagi. Czułam się świetnie. O niczym nie myślałam. Cudownie.
Podbił do mnie jakiś typek. No to zaczęłam z nim tańczyć. Prawdę mówiąc był całkiem przystojny, pomijając fakt, że już mi się troche kręciło w głowie i nie widziałam, aż tak wyraźnie.
Po jakimś czasie zaczął być nieco nachalny. Zaczął mi macać tyłek, nie przeszkadzało mi to za bardzo, nie chciałam wyjść na nie wiadomo kogo. Ale jak zaczął mi wkładać rękę pod koszulkę to to już była przesadza, wzięłam mu te ręce i odeszłam. Nie będę się na niego darła, może za dużo wypił. No więc poszłam do łazienki. Wszystkie ubikacje były zajęte. Otworzyłam jedną, a tam dwie laski klęczały nad kiblem i wymiotowały. Zamknęłam je szybko. Dobrze, że ja tak nie skończyłam. Stałam tam z 5 minut i wyszłam zdenerwowana. Zajrzałam do męskiej ubikacji, nikogo nie było. Więc weszłam. Strasznie mi się chciało siusiu, nie oceniajcie mnie. Weszłam wysikałam się. Dalej nikogo nie było. Wyszłam z kabiny i już miałam wychodzić z łazienki kiedy wpadłam na tego jakże sympatycznego pana, z którym tańczyłam.
- No proszę, zabawiamy się w męskiej ubikacji? - zapytał.
- Nie. Możesz mnie przepuścić?
- Nie, nie mogę. W takim świetle jesteś jeszcze piękniejsza.
Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować po szyi, jego ręce krążyły po moim ciele. Próbowałam się wyrwać.
- Odczep się ode mnie!
Nie dawałam rady go odepchnąć. Zaczęłam go okładać pięściami. Złapał dwa moje nadgarstki w swoją dłoń.
- Bądź spokojna to nie będzie, aż tak boleć.
Próbował mnie wepchnąć do kabiny, a ja próbowałam złapać ramy drzwi nogami.
- Zostaw mnie, powiedziałam!
Krzyknęłam. Wpadłam w lekką histerie, łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Bałam się, nie życzę tego nikomu. Chciałam jeszcze przez jakiś czas zostać dziewicą, szczególnie nie chciałam zostać zgwałcona, zostać rozdziewiczona przez jakiegoś niewyżytego dupka.
- Nie słyszałeś co powiedziała? - odezwał się głos chłopaka, dopiero teraz go dostrzegłam, stał przy wejściu do kabiny.
- Nie wtrącaj się, oszczędź mi większych kłopotów i spływaj stąd. - odwarknął.
- Raczej nie.
Wyciągnął chłopaka z kabiny i zaczął go okładać. Tak, to nie była bójka. Było wiadomo kto wygra. Ten pod nim próbował się bronić, chyba nie był za dobry w walce. Opadłam na kolana, zabrakło mi sił w nogach. Odpłynęłam. Czułam wszystko, jednak nie miałam siły się podnieś. Czułam jak ktoś mnie podnosi, bierze na ręce i wynosi. Usłyszałam głośniejszą muzykę, która potem ucichła. Byliśmy na świeżym powietrzu.